COMA ESKULAP 28.11.2oo8
PRZEGENIALNY COMCERT!
Na pewno najdłuższy spośród sześciu na których byłem wcześniej, a co ważniejsze jak dla mnie NAJLEPSZY! :ok:
Set lista: (mogę się mylić, a na pewno w kolejności mogą być małe różnice)
Wola istnienia
Sierpień
Pierwsze wyjście z mroku
System
Transfuzja
Ostrość na nieskończoność
Trujące rośliny
Tonacja
Zamęt
Zero osiem wojna
Pożegnanie z mistrzami
Świadkowie schyłku czasu królestwa wiecznych chłopców
Spadam
Skaczemy
Zbyszek
Leszek Żukowski
Schizofrenia
BIS:
Popołudnia bezkarnie cytrynowe
Ekhart
Emigracja
100 tysięcy jednakowych miast
Cisza i ogień
Prześwietna atmosfera, energia, klimat jaki stworzyli, prześwietni ludzie i mega kocioł pod sceną...
Jednak jak zawsze w Eskulapie straaaaaszna duchota brak tchu, klimy...i ludzie duszą się pod sceną - jednak NIKT o tym nie myśli tylko śpiewa dalej razem z Rogucem!
Poza tym jakoś średnio z akustyką - na środku praktycznie na wprost Roguca (około 4 - 6m odległości) MAŁO CO GO ROZUMIAŁEM :-/ , natomiast gdy udało się kilka metrów w tył lub w bok wszystko było wyraźne, mimo wszystko każdy wiedział co jest grane :]
Co do supportu ZIEMIAN się NiE wypowiem, bo przyszedłem dopiero na ostatnia piosnkę :P
COMA na początku zaczęła ostro - normalka - trzeba rozruszać publike :]
Po około 40 minutach hard core'owego naparzania i skakania, wykrzykiwania, przeciskania się i radowania lekko sie zmeczylem :D więc "posurfowałem" kilka razy...:P
Po kilku minutach odpoczynku...wielki powrót na fali :)
Ochrona co jak co nie zawadzała mi, ale narazie żadna nie równa się z tą która była na KULCIE też w eskulapie niedawno, tamci to chyba byli prywatnymi ochroniarzami Kazika- zarąbiste chłopy nie dość ze nie sprawiiali zadnych problemów dla publiki to śpiewali niemalże wszystkie utwory, wydzierali sie razem z nami, zdejmowali bezpiecznie z barierek :P a pod koniec sami rzucili się w tłum!
Wracając do Comy...Roguc oczywiście zaczął różnorakie ewolucje swoim głosem...ale wkurzył mnie jak dał nam 3+ mówiac ze w gdańsku było lepiej, bo na 4- (po czym rozległo się wielkie BUUUUU!) ehhh tam - takie tam pierdoły
Genialna sprawa gdy wszyscy zaczęli skandować "Leszek","Leszek","Leszek"... aż wkoncu zagrali utwór będący dla mnie swoistym hymnem, zagrali Leszka Żukowskiego! O ile dobrze pamiętam to właśnie na tym utworze Roguc rzucił się w tłum...szkoda ze tak szybko oddaliśmy go na scenę... (miałem okazję zdjąć mu buta ale stwierdziłem ze nie bede taki i nie zrobie mu tego :P, a tak nawiasem to co on miał za bluzkę :O:P z jakims srebrnym czymś...ktoś widział ;>?)
Dobrze rozplanowany koncert pod względem doboru utworów!... przynajmniej jak dla mnie (bo wiadomo ze każdy ma swoich faworytów)
Mega akcja również ze Schizofrenią...przedługaśna przerwa (wydawało mi się ze aż wyprowadziliśmy go z rytmu :PP bo tak długo trwała pauza w końcowym fragmencie piosnki!
Pozniej zaczęły się BISy...po już dość długim graniu chłopaki wyszli na jeszcze 5 piosenek popoludnia, ekhart, emigracja, 100tysięcy i Cisza i Ogień.
Jak dla mnie sama śmietanka na koniec! Normalnie orgazm dla uszu :]
Od początku koncertu czekałem na najlepszy jak dla mnie utwór z Hipertrofii - Popołudnia bezkarnie cytrynowe - świetna warstwa instrumentalna rodem z Toola
Ekhard - dał nam chwilę wytchnienia i możliwość wzniesienia się w górę, niektórzy nieszczęśnie spadali na łeb...;/ oczywiście największe "branie" w górę miały kobiety.
Emigracja - komedia :P Roguc kręcący bioderkami w stronę publiki...i inne tego typu akcje...typu lizanie gitar i przystawianie się do gitarzystów, ale to nic w porównaniu z tym co wcześniej leciało w stronę sceny - bluzka (chyba męska, którą Piotrek ubrał na jakąś piosenkę - nie pamiętam wiec pomóżcie kiedy to było?), damska podkoszulka :naughty:...szkoda tylko ze właśnie na emigracji nie poleciały na scene męskie slipy,boxerki :sly:...
100 Tysięcy - najlepszy moment koncertu, wszyscy siedzą, Piotrek przykucnął i śpiewa razem z nami :P (albo możne my razem z nim) KLIMAT! poźniej daje znak - wszyscy wstają i zaczyna się jazdaaaa!
Cisza i Ogień - jednym zdaniem - idealne zakończenie Comcertu, "niech będzie chwała za ten czas". Minuta 6:30 i zaczyna się najlepsza solówka na 3 płycie Comy!
Podsumowując...kto nie był naprawdę MA CZEGO ŻAŁOWAĆ, cały zespół naprawdę się nie oszczędzał - zagrali fenomenalnie. Koncert był naprawdę wyczerpujący pod względem długości (niecałe 3h), jak i fizycznym, ale i tak KAŻDY CHCIAŁ JESZCZE :!: Szkoda ze Piotrek nie polewał nas wodą...choć miał jej tam sporo :) no ale chociaż rzucił nam na przedzie butelkę mineralnej, której zawartość zniknęła w mgnieniu oka!
Coma udowodniła że daje wyśmienite koncerty!
Dziękuje zespołowi i wszystkim, którzy pomogli zbudować atmosferę, której nie doszukasz się na żadnym innym koncercie rockowym w Polsce!
29 listopada 2008
Poznań - Eskulap
Jakub Andraszyk